Zobacz temat
 Drukuj temat
Żydzi w Wieruszowie
Mustava
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 22-05-2012 10:16
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

Pierwsza pisana wzmianka o wieruszowskich Żydach pochodzi z 1600 r. Potwierdzeniem ich obecności w Wieruszowie był przywilej dla cechu sukienników z 1618 r. W 1810 r. powstała samodzielna gmina żydowska. W 1850 r. wybudowano synagogę. Przed I wojną światową czynna była państwowa szkoła żydowska dla dziewczynek, chłopcy uczyli się w chederach i jeszywach. W 1917 r. syjoniści założyli hebrajskie przedszkole.

W okresie międzywojennym w 1921 r. w mieście żyło 2,3 tys. Żydów, a w 1939 r. 2,4 tys. Żydów.

Podczas II wojny światowej we wrześniu 1939 r. Wieruszów zajęły wojska niemieckie. Już w pierwszych dniach okupacji Niemcy dokonali masakry Żydów, oskarżając ich o udział w obronie mostu na Prośnie. W październiku 1941 r. Niemcy utworzyli getto, w którym zgromadzili około 3,5 tys. Żydów. W sierpniu 1942 r. przeprowadzono akcję likwidacji getta. Po selekcji rozstrzelano na miejscu starców i chorych, a wszystkich pozostałych wywieziono do ośrodka zagłady w Oświęcimiu-Brzezince.


Tekst pochodzi ze strony http://www.sztetl...,historia/
 
Mustava
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 22-05-2012 10:42
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

Synagoga
Synagoga w Wieruszowie znajdowała się blisko mostu na Prośnie. Została zburzona w pierwszych dniach września 1939 r. Jeszcze do 90-tych lat XX w. można było zobaczyć pozostałości ogrodzenia i fundamenty.


Tekst pochodzi ze strony http://www.sztetl...,synagoga/

Lokalizacja synagogi na mapie mapa.szukacz.pl - Link
Lokalizacja synagogi na mapie Google Maps Link
Lokalizacja synagogi na mapie Geoportalu Link


Mykwa
Mykwa w Wieruszowie (ul. Kilińskiego 37) - nad rzeką znajduje się odbudowany budynek dawnej mykwy, w którym obecnie mieści się sekcja kajakowa klubu sportowego Prosna-Start. To właśnie w budynku mykwy podczas II wojny światowej Niemcy przeprowadzili masową egzekucję Żydów.


Tekst pochodzi ze strony http://www.sztetl...inskiego-/

Lokalizacja Mykwy na mapie mapa.szukacz.pl Link
Lokalizacja Mykwy na mapie Google Maps Link
Lokalizacja Mykwy na mapie Geoportalu Link

Cmentarz
Cmentarz żydowski w Wieruszowie został założony przed 1822 r. Znajduje się on w północno-wschodniej części miasta, blisko rzeki. Należy kierować się trasą na Galewice (ul. Fabryczna), następnie zaraz za przejazdem kolejowym skręcić w prawo, przejść ok. 200-300 m prosto, a następnie skręcić w lewo i kierować się w stronę widocznej kępy drzew. Ostatni znany pochówek odbył się przed 1945 r. Podczas II wojny światowej Niemcy zdewastowali cmentarz. Macewy wykorzystano między innymi do układania chodników i dziedzińca siedziby gestapo. Jedno z takich miejsc odnaleziono przy ul. Warszawskiej po czym wydobyto z ziemi nagrobki z XVIII, XIX i XX w., a następnie przewieziono je na teren cmentarza.

Na powierzchni 1,6 hektara zachowało się około 100 nagrobków, z których najstarsze pochodzą z pierwszej połowy XIX w. Na macewach widnieją typowe zdobienia i inskrypcje w języku hebrajskim. Zachowały się pozostałości murowanego ogrodzenia.

W południowej części kirkutu znajduje się zbiorowa mogiła 86 Żydów rozstrzelanych przez Niemców podczas likwidacji getta w dniu 21 kwietnia 1942 r. Na mogile umieszczono pamiątkową tablicę, której fundatorem jest pan Abram Majerowicz.


Tekst pochodzi ze strony http://www.sztetl...-zydowski/

Lokalizacja cmentarza na mapie mapa.szukacz.pl Link
Lokalizacja cmentarza na mapie Google Maps Link
Lokalizacja cmentarza na mapie Geoportalu Link


Proszę o ew podanie dokładnych danych pozycji obiektów (te są chyba nieco niedokładne)

Edytowane przez Mustava dnia 22-05-2012 10:51
 
Mustava
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 22-05-2012 10:54
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

Wywiad przeprowadzony w W. z Panią Franią M. dnia 28.12.2009.

Mój mąż był mechanikiem po maturze. Ożenił się ze mną, gdyż mówił, że uczeni mają pomagać słabszym, mniej uczonym.
Umarł mając 73 lat. Ostatnie 3 miesiące chorował na płuca. W W. mieszkaliśmy od 1989 roku. Jestem już 5 lat wdową, ale ciągle za nim tęsknię. Chwyta się za piersi, które ją zabolały w tym momencie. Byliśmy katolikami. Mąż palił, ale po przejściu do Zboru Adwentystów, przestał palić, ale już było za późno i zachorował później na płuca. Przyjechał lekarz i pogotowie go zabrało na noszach do szpitala, gdzie był 3 tygodnie. Chemioterapia, wymioty, wyłysiał, cierpiał bardzo, więc już się modliłam, by zmarł jak najprędzej. Choć był chory na raka nic go nie bolało. Miał tabletki przeciwbólowe, ale tylko 3 użył. Zmarł w korytarzu w szpitalu w C. Pani Frani trzęsą się ręce, gdy o tym wspomina.
Mąż lubił dużo czytać, potrafił pisać odwołania. Pochodził z Wilna. Był katolikiem, ale nie lubił doktryn gdyż z nimi się nie zgadzał. Nie chciał chodzić do kościoła. Po wojnie został przesiedlony do Koszalina, ale później mieszkał we Wrocławiu, gdzie się uczył i pracował. Tam też się poznaliśmy. Ciocia, bardzo gorliwa katoliczka mieszkała w poznańskim. Moja mama miała 7 dzieci, mieszkała w mieście. Ojciec pracował na kolei jako maszynista. Zachorował, więc go zwolnili i musiał opuścić dom kolejowy więc pojechał na wieś do siostry, gdzie się urodziłam w 1932 roku. Dostali tam działkę. Tata wybudował dom i stodołę, ale w 39 roku zmarł, miałam wtedy 7 lat. Ciocia miała 5 synów i 2 córki. Mieszkam u córki E. w W. Jeden syn mieszka w W. a drugi w C. trzeci we Włocławku, czwarty w Warszawie. Córka w Niemczech. Ma 2 dzieci. Ja mam 77 lat.
Mąż katolik nie chodził do kościoła, ale ja lubiłam i chodziłam. Mama mnie dobrze wychowała choć była wdową. Po ślubie mąż powiedział, że już do kościoła nie będzie chodził. Ja go zachęcałam, by chodził. Mieliśmy piechotą dwa kilometry do kościoła. Zamiast do kościoła chodził na ryby. Na nas była duża presja otoczenia, by chodzić do kościoła Mieszkali tam sami katolicy, którzy nic nie wiedzieli o innych wyznaniach. Jak była presja, by chodził poszedł do gospody, mówiąc, że idzie do kościoła. Męża nie lubili, a nawet nienawidzili bo nie chodził do kościoła. Teściowa była ateistka i mówiła, że kościół trzyma ludzi w strachu, ale raz w roku też się w kościele pokazała. Małżonek pracował w biurze. Pewnego razu spotkał Świadków J. ale pełnej nazwy nie wymieniam, bo to imię Boga. Mówili bardzo interesująco, mąż lubił ich słuchać, mówił, że ciekawie i mądrze mówią. Pewnego razu przyszło do nas dwóch Świadków J. głosić „Ewangelie”, ale mąż mówił, że dziś nie ma czasu, bo idzie na ryby, a oni na to: to ryby ważniejsze od Boga? Mąż jednak poszedł a oni mnie głosili „Ewangelię”. Ja mówiłam, że wierze w Boga i chodzę do kościoła, bo nie znałam Biblii. Mówiłam, że chodzę na mszę, święcę niedzielę.
Gdy najstarszy syn chodził do szkoły i na religie, pewnego razy nas odwiedził jego nauczyciel z Wielunia, który odwiedzał rodziny dzieci klas 1-3. Wieluń jest od nas jest oddalony o około pięćdziesiąt kilometrów. Tam podczas wojny spadały pierwsze bomby. Gdy nauczyciel otworzył drzwi wzrok jego utkwił na dwóch dużych obrazach, Jezus w cierniowej koronie i płacząca matka „Boska”. Wtenczas jak mama zmarła miałam 22 lat. Nauczyciel powiedział, że nie mogę się modlić do obrazów, ale prosto do Boga. Zapytał czy mamy Pismo Święte i czy nam może je przynieść. Mąż lubił czytać, córka E. też każdą książkę, musi kupić. To Mojżesz pisze jak żyć, nie potrzebne są obrazy i figury. Dziś jest sobota i to sobotę trzeba święcić a nie niedzielę. Mówił zdecydowanie i odważnie. Wieczorem mąż Marian go odprowadził. Znów mi się ręce trzęsą od tarczycy. Była ciemna noc listopadowa. Małe dziecko spało w łóżku, bo kołyski i wózka nie było. Uklękłam obok niego zmówiłam długi pacierz katolicki, przy którym się zasypiało i „Ojcze Nasz”, ale na obrazy już nie patrzyłam. Mąż M. też był zadowolony, że trzeba do okna podejść a nie do obrazów. Nauczyciel już za tydzień przyniósł Biblię. Mąż od razu zaczął czytać księgę Mojżesza. Mąż lubił sobie wypić, ale kiedy przeczytał, że pijanicy nie wejdą do Królestwa Bożego, natychmiast skończył z alkoholem. To mąż wpływał na mnie, że zmieniałam poglądy. Zrozumiałam, ze należy święcić sobotę. To był rok 1967. 10 lat po ślubie. Nauczyciel posłał do nas kaznodzieję z Wielunia, który czytał z nami Biblię. Najstarszy syn M. musiał chodzić na religię 1- 2 razy w tygodniu. Kiedy mąż przestał posyłać syna na religię, zaczął się problem. Gdy nie poszedł 2 i trzeci raz, mówiłam mężowi, ze trzeba o tym powiedzieć księdzu, ale on nie chciał z nim rozmawiać. Na wsi nic się nie da ukryć. Jeden drugiego pilnuje. Nauczyciel L. chodził po wszystkich rodzinach. W końcu poszłam do księdza zabierając Biblię Tysiąclecia. Był to stary ksiądz bałam się tam iść. Mąż powiedział: powiedz otwarcie w co wierzysz. Ja od pierwszego spotkania z nauczycielem L. byłam przekonana, że nie wolno modlić się do figur – bożków, od tego czasu modliłam się przed oknem do Boga. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus powiedziałam, jeszcze nie Dzień Dobry. Oj, co się stało. I. nie chodzi na religię. Bo L. chodzi do was. Czemu nie chodzi? Nie będzie chodził. Parafia liczyła 2 tyś. Osób, były to 4 wioski. Ja myślałem, że chory, bo zawsze I. chodził. W końcu pytałem dzieci i mi powiedzieli, że I. chodzi do kociej wiary. I co dostaliście 10 tysięcy Tak? Za wpisanie się do kociej wiary. Nic o tym nie wiem, ja nie znam kociej wiary. L. przychodzi i dał nam Biblię i pokazał, że wy nas inaczej uczycie niż uczy Biblia. Żadne 10 tysięcy my nie dostali, a gdyby dawali, to byśmy im nie wierzyli, bo to przekupstwo. Ksiądz zaczął krzyczeć i powiedział, twoja wiara na piasku zbudowana, a nie na opoce dlatego tak się z wami stało Odpowiedziałam, że tak trzeba żyć jak uczy Pismo Święte, a nie słuchać ludzi. No to dobrze, ale jak będziecie chcieli wrócić do Kościoła, to jak będzie najwięcej ludzi w kościele, będziecie musieli się wyrzec herezji i prosić o ponowne przyjęcie. Chodziło o odpusty, pielgrzymki, Barburkę 4 grudnia, Michała 29 września. Odpusty to kłamstwo. Biblia uczy inaczej. Podziękowałam, a ksiądz powiedział, niech się wam tam dobrze dzieje, a jak będziecie umierać niechaj was tam L. pochowa. Ja się z księdzem grzecznie pożegnałam, a ksiądz powiedział: możecie sobie to Pismo Święte czytać, ale nikogo do pomocy nie brać. Na początku się nie rozumie, o co tam chodzi. Wyszłam cała zdenerwowana, przechodzę dalej dwa kilometry obok szkoły, właśnie była przerwa, a dzieci jak mnie zobaczyły zaczęły miauczeć, potem cała druga wioska, wszyscy co mnie widzieli miauczeli na całe gardło. Było ich słychać aż na jeden kilometr. Miał „kocia wiara, miał”. Nauczyciel nie uspokoił dzieci, nie zwracał na to uwagi. Dzieci już się wstydziły chodzić do szkoły. W soboty przestały chodzić do szkoły. Wieczorem po szabacie lub w niedzielę chodziły do kolegów odpisywać, by odrobić zaległości. Dzieci nie chciały dać odpisać, więc musiał chodzić pięć kilometrów daleko do Basi. Dawałam jej ciepłe rajstopy za grzeczność, których nie szło kupić. Miałam 4 synów i piątą E. Milicja przychodziła w soboty dlaczego dzieci nie chodzą do szkoły, a mąż powiedział, nie chodzą i nie będą chodzić. Dawali nam kary, 500 zł. My biedni nie mieliśmy z czego płacić, więc od razu zaplombowali maszynę do szycia. M. się odwoływał, pisał pisma, chodził się tłumaczyć do szkoły, kiedy był wzywany. Później jakoś się to uciszyło. Mieszkaliśmy na końcu wioski, co było bardzo nieprzyjemne dla dzieci. Daleko i niebezpiecznie. W drugiej wiosce był 18 letni chłopak, który uczył się za malarza. M. jeździł rowerem gdy spotykał moje dzieci miauczał i bił je. Robili tak przez pół roku. Byłam w ciąży i małe dziecko w łóżku, więc nie miałam czasu, by odprowadzać dzieci. Ojciec musiał chodzić do pracy. Dzieci ich próbowały unikać, chowały się do żyta, ale i tam ich gonili, bili i miauczeli. Aż pewnego razu kiedy M. jechał motocyklem zabrał z gospody swojego ojca i na prostej drodze niby bez powodu się wywrócił i zabił się. Było to trzydzieści metrów przed moimi dziećmi. Dzieci nareszcie wolne od prześladowań. Płacze, że szkoda chłopca, ale tak widocznie musiało się stać. Oni nie znali Boga, więc im nie ma się co dziwić. Na drodze było spokojnie, ale w szkole dzieci ich nienawidziły. Dalej miauczały, nauczyciele na to nie zwracali uwagi. Początkowo mnie tu wszyscy bardzo lubili, bo szyłam, ale jak zmieniliśmy poglądy wszyscy nas znienawidzili nawet bracia i siostry mnie odrzucili. Do O. pojechałam z Pismem Świętym i mówiłam, że do żywego Boga tylko należy się modlić, rodzina ta była dziesięcioosobowa. Było ich dużo ale rodzina się bardzo szanowała. Tak mnie siostra znienawidziła, że im tyle wstydu narobiłam. Nie było żadnej pomocy z nikąd. Opieki społecznej nie było jak teraz. Siostry i bracia poprzednio mnie bardzo lubiły, teraz wszyscy się ode mnie odwrócili. Braciszek mi napisał bardzo przykry list, że spadłam na same dno piekła, że tyle im wszystkim wstydu narobiłam i odeszłam od wiary. Ja wiedziałam, że w tym miejscu nie popełniłam błędu. Cała wieś nas znienawidziła. W parafii był przy księdzu w radzie B., który atestował księdzu przy procesjach, powiedział co ta Frania zrobiła, ja bym jej łyżki wody nie podał. B. jak przechodził koło naszego domu idąc lub wracając z kościoła zawsze spluwał w nasze okna. My się za niego zawsze modliliśmy, tak nam było żal tych ludzi. Starsi ludzie miauczeli przechodząc koło domu. Wieczorami przychodzili pod nasz dom z kuzynem, jak się wydzierali i miauczeli.
Mąż od 30 roku życia dostał rentę. Miał 18 rodzin pszczół. W latach 70 dostaliśmy już chałupnictwo. Dzwoni komórka Halo tu Rysia. Dobrze nam tu. Na polach pobielone. A co u was. Gardło mnie trochę boli, ciężko mi nieraz mówić. Już od 22 lat mnie boli gardło. Nie chcę trudności E. i W. robić, by kiedyś nie mieli kłopotu. Sąsiadka radzi bym piła siemię. Mam tu fajnych gości. Jestem zajęta. Zadzwoń innym razem. Zdrowi jesteście, to dzięki Bogu za wszystko. Dobrze drugi raz zadzwonię. Żyjcie z Bogiem. Dziękuję bardzo za telefon Pa! Pa! To młodsza córka od F. z W.
A więc razem z mężem pracowaliśmy chałupniczo, w szabat świętowaliśmy i studiowaliśmy Biblię. Do południa chodziliśmy na nabożeństwa. Dzieciom tłumaczyliśmy, by się nie przejmowały prześladowaniami. Jak z mężem szliśmy do miasta od razu miauczeli, było to bardzo przykre. Czasem musiałam jeździć do Wielunia - Wieruszowa, było to przed wojną żydowskie miasteczko. Było trzeba tam nieraz jechać, bo pracowałam w Spółdzielni Inwalidów gdzie szyłam do szpitala piżamy, fartuchy, śpiworki, koszulki i szlafroki. Nie lubiłam tam jeździć, bo po drodze spotykało mnie tyle szyderstw i przykrości.
Nasza sąsiadka już po pięćdziesiątce miała jedną krowę i owce, którymi wypasała rowy. Byliśmy dobrymi sąsiadami, ale jak przestaliśmy chodzić do kościoła, to nawet „Dzień Dobry” nie odpowiedziała. Buntowała mi dzieci, że kościół jest dobry i czy wam sobotę trzeba święcić? Dzieci mi to wszystko powiedziały, a „cioci” mówiły, że ona też powinna święcić sobotę. Ja chcę mieć piękny pogrzeb, a wy? Pod płotem będziecie zakopani. Tylko Kościół katolicki jest prawdziwy. Kiedy wsiadłam do autobusu „Dzień Dobry” nikt nie odpowiedział. Stałam jak pies na przystanku autobusowym. Z Wieruszowa było około dziesięć kilometrów. Tyle było ludzi. Wszyscy się pchali by usiąść. Ja też musiałam się ryć, ale zawsze stałam. Raz mimo, iż było tyle ludzi udało mi się usiąść i to przy oknie. Ludzie nie mogli się pomieścić, siadali na kolanach i stali. Przy mnie było miejsce wolne, nikt nie usiadł. Jak mi było przykro. Brzydzili się mną?– nie wiem, bo nie byłam dla nich już katoliczką. Sąsiadka wiązała krowę i owce obok naszego domu w soboty i niedziele. Nie mogę tego zrozumieć co się stało. Czy jakiś zły duch wstąpił w tą owcę? Jak ona nie zaczęła nas bódź, a musieliśmy koło niej przechodzić. Przedtem jak chodziliśmy do kościoła owca nigdy nie bodła. Także o tym problemie nie można było z sąsiadką porozmawiać. Ale sąsiadka szybko zmarła pozostawiając starego brata. Chciała mieć taki ładny pogrzeb, a tu nawet za trumną nie można było iść, taki smród. W ciągu 2 lat pochowali sąsiadów. Niektórzy mieli po pięćdziesiąt lat. Nie wiem co się to działo.
Z rodziny nikt mnie nie odwiedzał, siostra 3 lata starsza kiedyś ze mną robiła na drutach piękne swetry. Miała męża rzeźnika i jedno dziecko. Na swetrach zarabiała, miała dużo roboty, a teraz może was już zanudzam? Nie. Proszę mówić dalej. Miło nam słuchać. Za zarobione swetry raz w miesiącu nosiła pieniądze do księdza, by modlił się w mojej intencji, bo siostra wyrzekła się wiary, obrazy ze ścian pozrzucała i do wiary Adwentystów poszła. Przez 22 lata nosiła na msze za mnie do O. trzydzieści kilometrów od Wrocławia, gdzie dalej mieszka. Potem tam zmieniono księdza i znów przyniosła na msze ale nowy ksiądz po rozmowie, pieniędzy nie przyjął, powiedział, że jeśli chodzi do Adwentystów, to dobrze i niech dalej tam jest. Proszę ją zostawić w spokoju. Od tego czasu się zmieniła bardzo, zaprasza nas do siebie chociaż jest gorliwą katoliczką. Jest 3 lata starsza ode mnie, ma 80 lat. Ma dobra pamięć, bez przerwy coś opowiada. Teraz siostry też się zmieniły nawet zaczęły do mnie przyjeżdżać, są teraz bardzo dobre dla mnie, już mnie szanują i akceptują, ale nie moją religię. Dawniej im pomagałam w pracach polowych. Wnuczka E. chciała zobaczyć miejsce gdzie mieszkałam, ale to zostało sprzedane mimo, iż wcześniej wszystko mieszkańcy rozkradli. Od nas to kupił jeden gospodarz wtenczas za sześć tysięcy (po zmianie 600 zł), która za niedługo nastąpiła. to było za darmo sprzedane.
Jurków, to miejscowość k. Kępna, Kęt – Wielunia na końcu woj. poznańskiego, za płotem już był Kalisz. Pewnego razu przyszedł inny ks. Z Poznania po Kolendzie.
Sąsiadom zawalił się dom, więc przyszli do mnie prosząc, by wziąć ich na mieszkanie. Miałam 2 pokoje i kuchnię ale ich wzięłam. Inni sąsiedzi choć mieli o wiele lepsze warunki ich nie przyjęli. Spali z dwojgiem dzieci, a nas było siedmiu. Chodzili mi przez kuchnię, ja poszłam do pokoju. Dzieci odrabiały zadanie leżąco na podłodze. Nowy ks. przyszedł do mnie, byłam sama, bez dzieci. Powiedział, że przyszedł nas odwiedzić, powiedziałam, ze się bardzo cieszę. Pani była katoliczką, dlaczego pani odeszła? Bo inaczej uczycie niż uczy Biblia, okłamujecie ludzi, Kościół katolicki jest Kościołem najbardziej odstępczym. A czy pani nie chce wrócić do Kościoła? Nigdy. Dlaczego? Przecież mówię, że błędnie uczycie ludzi. Wie pani co, Kościół katolicki jest daleko, daleko od Boga, dalej za poganami. Ksiądz tak się zmienił, tyle mi życzył dobrego. Siedział z 15 minut a ja mu czytałam, on tego nie znał i się rumienił. Mówił, że nie ma zmartwychwstania, a ja, że to kilka razy pisze. Obiecał, że jeszcze przyjdzie porozmawiać, ale nigdy już nie przyszedł, chociaż się przygotowałam. Chwalił mnie przed parafianami w całej wiosce, że to bardzo dobra i miła kobieta. Chwalił się, że był u mnie. A poprzedni ksiądz powiedział, że była u niego M., to mądra kobieta, wie czego chce.
Ja staram się o tym co poznałam każdemu powiedzieć, że prawda jest jedynie w Biblii, nawet jak czekam u lekarza, rozmawiam z pacjentami. Jeden z pacjentów powiedział mi: nie możemy się dawać okłamywać, no wiesz co, ja księży muszę poważać, bo
oni się aż 6 lat uczą, więc jak mogą kłamać? W kościele co miesiąc były składki na studiujących księży w Lublinie.
Bardzo się cieszę że jesteście u mnie. Mama mówiła gość w dom - Bóg w domu. Nie lubię jednak jeśli ktoś w sobotę przychodzi i tak o byle czym mówi. Tak mi wtedy przykro i proszę Boga o przebaczenie. Tak się codziennie cieszę, że poznałam prawdę i boleję, że siostry i szwagrowie jej nie poznali. W. ma 86 albo 87 lat, młodsza jest o 3 lata młodsza ode mnie. Wszystkie chorują. Zbyszek pracuje w kościele, jest kawalerem. Dziś się słyszy, że baby gorsze od chłopów. Komputery, media, tego nie lubimy, bo tam tyle złych rzeczy wnuczka ma komputer, ale go nie lubi korzysta tylko wtenczas jeśli już musi.

Ludzie byli bardzo tam złośliwi wrzucili nam czarnego kota w nocy na złość do studni, więc nie mogliśmy pić tej wody, bo kot jest nieczysty. Musieliśmy wykopać nową studnię. Z drugiej strony wioski już też mieszkali Adwentyści . Chodziliśmy do nich a to piechotą sześć kilometrów. Mieszkał tam święty, pobożny staruszek, któremu ludzie srali pod drzwiami, kołami blokowali drzwi, więc staruszek musiał przez okno wychodzić. Oni byli bardzo pobożni. Dziadek 53 razy Biblię przeczytał, ale co czyta, to z bojaźnią przed Bogiem i modlitwą. Za każdym razem coś nowego odkrywa, na co nigdy nie zwrócił uwagi. Nawet na kolanach czytał Biblię. Był jej kolporterem.
Mojego taty siostra i jej córka, czyli kuzynka bardzo nas nienawidzili, że nie chodziliśmy do kościoła. Druga siostra L. przez całe życie była pokojówką u księdza i kucharką. Ciotka pozostała starą panną, służyła u gospodarza, ale potem bardzo chorowała i gorliwie modliła się do Marii. G. Wszedł zięć. Jednakże w maju L. zmarła, podobno poszła do nieba. Została świętą i do niej się modlono. Stale im się nie powodziło, wiec często się do niej modlili. Podobno im to ulżyło. Też do mnie przyszli bym się do L. modliła, a to taty siostra, wiec będzie się za mną wstawiać. Ja powiedziałam co uczy Pismo Święte, a wierzę, że Bóg miłosierny nas zbawi powiedziałam. Zachorowała i to na raka. 15 sierpnia w święto Marii, trzydzieści kilometrów od nas za K. na szczycie, gdzie kiedyś ponoć pokazał się cud, wybudowali drewniany kościół. Matka przejęta, gdyż ma dwoje małych dzieci a jest chora na raka. H. gorliwie chodziła do kościółka i prosiła gorąco Marię o zdrowie. Ja za ciebie się modlę, by matka zmarła, a córka żyła, bo ma dzieci. Jak matka się modliła tak się też stało. We wrześniu kuzynka zachorowała, nie chciała iść do szpitala, nie chciała się leczyć, wolała umrzeć, ale pogotowie ją zabrało, że musi być operowana a jak nie to umrze. Nie zgodziła się, gdyż chciała już umrzeć. Umarła w lutym. H. też nie wyzdrowiała zmarła jesienią zostawiając same dzieci. Mąż zachorował i umarł na raka w następnym roku. Pozostały same dzieci. Wszyscy w ciągu 2 do 2.5 lat poumierali zostawiając ośmioro dzieci.
Po tych tragicznych wydarzeniach przestali już wieczorem miauczeć pod oknem. W szkole dzieci opowiadały, że cioci mąż ubiera się na biało i straszy na podwórku. Ludzie widzieli na podwórku wysoką postać i bali się już miauczeć. Ludzie się bali nawet tędy przejeżdżać. Ja myślę, że to anioł nas chronił. Mieliśmy już spokojne noce. Pomagałam sąsiadom zbierać ziemniaki, buraki. Cieszyli się. Teraz on przerzucił się na świnie. To największy gospodarz. Ziarno mielili i karmili świnie, bo sprzedać nic nie idzie. Pozostałe ziarno używali jako opał. Bratowa też mieszka w tej wsi gdzie palą zbożem. To bardzo przykre, a mąkę z zagranicy sprowadzamy.

Żydzi w Wieruszowie.

Czy obecnie mieszkają tam Żydzi? Tego nie wiem. Wszystkich we wojnę wywieźli. Myśmy Żydów bardzo poważali. Mówili, ze ta są chwalcy Boga. Jezus też był Żydem, Izrael jest wybranym narodem. Tak mówiła mama, która niechętnie chodziła do kościoła. Mówiła kto wie jaki to jest z ta wiarą, choć trzeba w coś wierzyć, bo tak uczą.
Żydzi mieli swoje sklepy, przed wojną. Była wtenczas straszna bieda. Nie było pracy, a więc i pieniędzy. Tata dostał rentę, a mąż miał pracę, ale było dużo dzieci, więc było ciężko. Żyd każdy zapraszał do sklepu. Mama i tata ich polubili. To było dziesięć kilometrów od nas. Jak nie mogli sprzedać to nosili kolorowe resztki po domach dwa i pół metra na ubrania. Krawcy byli we wsi. Pewnego razu Żyd nosił w plecaku resztki po wsi, około osiem kilometrów od nas. Chodził po wiosce Kierzno. Była to bardzo religijna, katolicka wioska. Wszędzie kapliczki na drzewach i płotach przy drogach. Co płot to kapliczka. Tam zawsze się śmiali z Żydów. Tam co dom to złodziej. I właśnie tędy przechodził Żyd próbując coś sprzedać. Czy coś sprzedał, nie wiem, miałam tuż przed wojną 7 lat. Potem polną drogą wszedł do naszej wioski Jórkowa z plecakiem. W połowie drogi w lesie został napadnięty przez 6 złych ludzi z wioski Kierzna. Zabili go przed końcem lasu i zabrali wszystko co miał. Zasypali go piachem. Ja bym jeszcze dziś to miejsce pokazała. Usypali kopiec. Podobno do dziś tam straszy, ale mnie nigdy nie straszyło. Katolicy nienawidzili Żydów. Dlaczego? Tam w miasteczku było dużo Żydów. Wszystkie sklepy mieli Żydzi. W Wieruszowie była Synagoga. Przed wojną był tylko rynek. Teraz jest tam Fabryka płyt pilśniowych. Bardzo proszę nie podawać mojego nazwiska, boję się o synów i córki, by nie były w pogardzie. Pamiętam choć miałam 7 lat jak mama opowiadała, że tam ludzie nie byli dobrzy, nienawidzili Żydów. Cieszę się, że Bóg nas powołał niegodnych zbawienia. Żyliśmy w biedzie. Nogi marzły pod pierzyną. Nie było opału, a mróz 32 stopnie aż płoty trzeszczały. Żydów wszystkich we wojnę wywieźli. Nie wiem czy ktoś z nich wrócił. We wojnę miałam 12 lat musiałam wszystko robić na służbie u niemieckiego rolnika. Niemcy przejęli rolnictwo, Polaków też wywieźli, ale nie wszystkich.
Teraz gdzie mieszkam, ludzie są bardzo mili i grzeczni, ale sąsiedzi raczej sami protestanci. Zięć W. bardzo dobry. W 1989 roku się tu do W. przeprowadziliśmy. Mnie tu W. i E. zciągnęła, gdyż stale chorowałam. To oni mnie wyprowadzili z niewoli egipskiej. Siostra W. i jej mąż z 2 dziećmi też są adwentystami. Tu mieszkają sami Ewangelicy. Nikt nam nie przeszkadza. Sąsiedzi są bardzo mili, dobrze się tu mieszka. Z sąsiadami mamy bardzo dobre stosunki.
W szabat jak nie idziemy do Zboru robimy sobie nabożeństwa w domu. Czytamy często Biblię i modlimy się. Człowiek się tak upłacze namodli. Ja lubię ostre napomnienia w kazaniach, a nie łagodne mowy o zbawieniu każdego człowieka. Trzeba szczerze usiłować zachowywać przykazania z bojaźnią i ze drżeniem. E. i W. swoje córki z bojaźnią Bożą wychowują. Tu zimą jest w górach ciężkie życie. Tam było o połowę taniej sklepach. Ale tu mamy spokój. Tam się źle czuliśmy i byłam sama. Koniec wywiadu godzina 13. Rozpoczęliśmy 9.45. Ps. Dzieci jak chodziły do Barbary odpisywać lekcje ich matka częstowała dzieci pączkami pieczonymi na smalcu, a im wmawiała że nie są pieczone na smalcu. Potem się wyśmiewali w szkole, że jedli smalec. Mąż córki W. kopie studnie. Nieraz wykopał na kilkanaście metrów i mu ani złotówki nie zapłacili. To przerażające, jak ludzie i dziś potrafią być wredni mój przypis.
To bardzo miła rodzina, życzliwa ugościli nas, dali swoich świeżo nakopanych ziemniaków do wiadra. Zioła na herbatę. A jaka smaczna herbata z bałuszanki. Teraz z bali budują dom. To bardzo miłe, że mogliśmy poznać tak wspaniałe osoby i rodzinę.


Tekst pochodzi ze strony http://www.sztetl...frania-m-/
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
W najbliższym czasie:

Brak wydarzeń.

Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· PROSNA: rys geografi...
· Losy wojenne Wiktora...
· Książka z wieruszows...
· Józef Sobczyński ps....
· Wojenna historia [Ar...
· Historia rozstrzelan...
· Kapitan pilot ''Doub...
· Jak lubczyńska gorze...

Losowe tematy
· Kapitan pilot ''Dou...
· Poszukuję numizmaty...
· PCK
· Kirkut w Bolesławcu
· Gościnnie w Wierusz...
Najwyżej oceniane zdjęcie
Brak głosów w tym miesiącu
2,730,187 unikalne wizyty