Zobacz temat
 Drukuj temat
Walewscy - właściciele Wieruszowa
slawomir wieczorek
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 19-05-2013 19:53
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

WALEWSCY, DZIEDZICE WIERUSZOWA

Przodkowie właściceli Wieruszowa
Z historią Wieruszowa związany jest znany szlachecki ród Walewskich.
W pracach genealogicznych Walewskich będących przez kilkadziesiąt lat właścicielem Wieruszowa zalicza się do tzw. gałęzi starszej oraz jego hrabiowskiej odnogi.
Protoplastą tej odnogi (podobnie jak rusieckiej oraz stróżskiej) jest Zygmunt Walewski (1670-1716), kasztelan rozpierski (1702-1716), który złączył się węzłem małżeńskim z Maryanną Koniecpolską, wojewodzianką parnawską. Miał z nią córkę Justynę i dwóch synów Franciszka i Aleksandra.

Franiszek Walewski był ,,surowego charakteru i bogactw niezmiernych. Swój ogromny majątek na Ukrainie sprzedał Lubomirskim'' jak informuje Kasper Niesiecki w swoim herbarzu.
Z innych źródeł wiemy, że młodzi kasztelanicowie Franciszek i Aleksander Walewscy weszli dość niespodziewanie w posiadanie olbrzymiego majątku.
Po śmierci Jana Aleksandra Koniecpolskiego (w 1719r.), wojewody bracławskiego i sieradzkiego, który z małżeństwa z Heleną Rzewuską nie pozostawił żadnego potomstwa, mocą testamentu,
w 1720 r. cała spuścizna, składająca się z 435 wsi i 30 miast oraz miasteczek w rejonie Śmilańszczyzny i Rówieńszczyzny na Ukrainie przeszła w ręce synów jego krewnej Marianny Koniecpolskiej (c. Stanisława Koniecpolskiego, wojewody poznańskiego), czyli Aleksandra i Franciszka Walewskich, kasztelaniców rozpierskich. Tajemnicą pozostaje przyczyna, dla której majątek nie został przekazany siostrzeńcom Jana Aleksandra Koniecpolskiego a dalszej rodzinie.
Młodzi Walewscy otrzymali ponadto w spadku dobra w okolicy Częstochowy (Koniecpol, Rusiec). Odziedziczone posiadłości były jednak zadłużone, mocno zrujnowane w czasie wojen przez Szwedów i Rosjan oraz o bardzo zawikłanych sprawach prawnych i finansowych.

www.wieruszow.kepnosocjum.pl/forum/attachments/koniecpolski.png
Jan Aleksander Koniecpolski , koniuszy wielki koronny, starosta sieradzki, wojewoda bracławski, sieradzki.
(źródło fot. - Wikipedia, Muzeum Narodowe w Krakowie, oddział Muzeum Okęgowe w Tarnowie)


Małoletni Walewscy nie mogąc podołać spadłym na nich obowiązkom związanym z zarządzaniem i administrowaniem olbrzymimi dobrami, zbyli je na rzecz dalszego krewnego, Aleksandra Walewskiego, miecznika sieradzkiego. Wcześniej dobra te starał się bezskutecznie wykupić Jerzy Aleksander Lubomirski. Jak się później okazało, nowy właściciel dóbr był podstawionym przez Lubomirskiego figurantem. Ostatecznie Lubomirscy przejęli dobra należące do Walewskich na bardzo korzystnych warunkach, by nie rzec za bezcen.

www.wieruszow.kepnosocjum.pl/forum/attachments/lubomirski.jpg
Jerzy Aleksander Lubomirski, starosta sądecki, wojewoda sandomierski
(źr. fot. Wikipedia)


Dokonując tych transakcji wykorzystano zapewne ufność, młody wiek oraz brak doświadczenia Walewskich.
Dzięki nowym nabytkom Lubomirscy stali się posiadaczem jednych z najrozleglejszych dóbr w Rzeczpospolitej.

Franciszek Walewski miał cztery żony. Z pierwszą żoną - Cecylią z Lubrańca Dąmbską herbu Godziemba, kasztelanką biecką, miał syna Aleksandra. To właśnie ten Aleksander zostanie w przyszłości właścicielem Wieruszowa. Liczne potomstwo Franciszka oraz działy rodzinne spowodowały, że w ręce Aleksandra przeszedł już tylko niewielki ułamek pierwotnej fortuny jaka niespodziewanie spadła na Walewskich. Po Aleksandrze, dziedzictwo wieruszowskie przejmą jego synowie Michał i Daniel.

Właściciele Wieruszowa
Historia lokalna przedstawia negatywny obraz pierwszego właściciela Wieruszowa wywodzącego się z rodu Walewskich. Pierwszych szczegółowszych informacji na temat Aleksandra Walewskiego udziela nam Leon Koczy w ,,Dziejach miasta Wieruszowa'' z 1930. Praca ta stała się podstawą do oceny Walewskich w większości późniejszych opracowań dotyczących miasta.
Leon Koczy przejawia wyraźną niechęć do Walewskich, których obwinia za problemy gospodarcze miasta oraz gnębienie jego mieszkańców w drugiej połowie XVIII wieku. Przynaje jednak, że Aleksander Walewski posiadał polubowny i spokojny charakter, co zapewne było pomocne w zażegnaniu późniejszych konfliktów w miejscowym klasztorem oraz mieszczanami.
Aleksander Walewski wszedł w posiadanie Wieruszowa wraz z przyległościami poślubiając Elżbietę z Kurozwęk Męcińską herbu Poraj, podstolankę wieluńską. Wcześniej Wieruszów był własnością bogatego i sławnego w tym czasie rodu Męcińskich.
Wg Koczego Wieruszów należał jeszcze przed ślubem do Walewskich, mianowicie do Franciszka Walewskiego który w roku 1743 sprzedał miasto Aleksandrowi (Franciszek Walewski był jednak ojcem Aleksandra a nie bratem, jak twierdzi Leon Koczy).
Widzimy więc, że Aleksander Walewski wszedł w posiadanie Wieruszowa w roku 1743 w ramach trudnych do odtworzenia dzisiaj rozliczeń posagowych między oboma rodami.
Żona jego była również właścicielką kilku wsi w województwie sieradzkim.

Dość szybko, bo już w roku 1748 Aleksander został kasztelanem rozpierskim (prawdopodobnie po śmierci ojca, po którym odziedziczył urząd kasztelana).
Nowy dziedzic, mimo że na stałe zamieszkiwał we Wieruszowie, początkowo nie mieszał się do życia miasta. Siedzibą dziedzica był zamek-pałac po którym pozostały do dnia dzisiejszego resztki fundamentów, które posłużyły w XIXw., już za czasów pruskich, do posadowienia w tym miejscu kolejnej budowli przez hr. Malzahna)

www.wieruszow.kepnosocjum.pl/forum/attachments/poz_fosy.jpg
Pozostałości fosy zamkowej
żródło: http://lodzkie.travel/?kat=zabytki&sub=zamki&id=25


www.wieruszow.kepnosocjum.pl/forum/attachments/poz_zamku.jpg
Pozostałości zamku
żródło: http://lodzkie.travel/?kat=zabytki&sub=zamki&id=25


www.wieruszow.kepnosocjum.pl/forum/attachments/poz_zamku2.jpg
Pozostałości zamku
żródło: http://lodzkie.travel/?kat=zabytki&sub=zamki&id=25


W roku 1761 objął urząd wojskiego większego piotrkowskiego. W tym też czasie wszedł w ostry konflikt ze swoimi poddanymi oraz miejscowym konwentem (czyli zgromadzeniem miejscowych zakonników zajmujących się sprawami finansowymi i gospodarczymi klasztoru).

W roku 1762 nowy przeor miejscowego klasztoru wspominał, że jego poprzednik na tym stanowisku żył początkowo z właścicelem miasta jak Kastor i Pollux (synowie bliźniacy Zeusa i Ledy) czyli w wielkiej komitywie.

Wkrótce jednak stosunki z mieszczanami oraz miejscowym klasztorem popsuły się. Źródłem konfliktu stał się alkohol.

W roku 1761 Walewski odebrał mieszczanom prawo do propinacji, czyli do czerpania zysków z produkcji i sprzedaży alkoholu. Zaś w roku 1763 zmusił mieszczan wbrew ich woli do zastąpienia wszystkich dotychczasowych świadczeń w naturze opłatą ryczałtową w wysokości 6 000zł. Rozwiązanie to miało teoretycznie zrekompensować im utracony w roku 1761 przywilej propinacji. Mieszczanie oceniali jednak nowe rozwiązania jako wybitnie niekorzystne dla siebie.

Leon Koczy w swoim opracowaniu przywołuje dokument z Archiwum Państwowego w Poznaniu w którym czytamy słowa skargi mieszczan, którzy nawet kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach wciąż pomstowali na byłego dziedzica:

,,komplanacja ta miała mieć pozór dobrodziejstwa za wyrządzoną krzywdę miastu przez wydarcie przywileju propinacji(...) a która to krzywda nigdy nie może być wynagrodzoną ani ta plama zatartą(...) przez co miasto dotychczas do swej uprzywilejowanej własności przystąpić ani wzrosnąć nie może, a mieszkańców ucywilizowanych i budowle mając zawsze przez żydów za trunki niszczonemi...''

Kwestia propinacji jeszcze 50 lat po jej odebraniu mieszczanom była przedmiotem procesów sądowych w pruskich sądach.

Autor książki staje po stronie mieszczan twierdząc, że właściciel miasta zamiast wspierać je w ciężkim położeniu (jak czynili wcześniejsi dziedzice), targnął się na jego stare prawa i przywileje wydając na łup Żydom. Co oznaczają słowa Koczego dotyczące Żydów?
Po odebraniu mieszczanom prawa propinacji, właściciel miasta produkcję i handel alkoholem wydzierżawił Żydom. Żydzi jako arendarze karczem doskonale się sprawdzali w prowadzeniu tego typu interesów i dawali właścicielom gwarancję najlepszego zarobku.
Wnioski Koczego, jakoby Żydzi byli odpowiedzialni za upadek moralny i pijaństwo Polaków a w ślad za tym postępującą utratę przez nich mienia w postaci nieruchomości jest klasycznym przykładem stereotypowego myślenia. Jest też zapewne przejawem panujących w Polsce nastrojów w roku 1930. Głównym beneficjentem rozpijania społeczeństwa byli nie tyle Żydzi, co właściciele gorzelni, browarów i karczem, czyli miejscowa szlachta. Nie trzeba oczywiście dodawać, że nikt w Rzeczpospolitej chłopów i mieszczan siłą do karczem nie zaciągał.
Pijaństwo i alkoholizm były przejawami ogólnego upadku cywilizacyjnego kraju. Prowadziły do tragedii i ruiny wiele gospodarstw. Obwiniane za to Żydów świadczy o braku umiejętności dostrzegania prawdziwego źródła problemu.

Alkohol stał się również zarzewiem konfliktu z wieruszowskim konwentem. Do interesujących materiałów dotarł p. Jerzy Maciejewski, który w swojej książce ,, Almanach Ziemi Wieruszowskiej'' zaprezentował dokument opisujący ten konflikt zakończony wyrokiem sądowym.
Zainteresowanych szczegółowymi zapisami w dokumencie odsyłam do książki p. Maciejewskiego. W tym miejscu zaprezentuję jedynie własną analizę opisującą kolejne etapy konfliktu, rozstrzygnięcie sądowe oraz interpretację wydanego wyroku.

Miejscowy klasztor w ciągu wieków nabył od kolejnych właścicieli różne przywileje w tym być może również prawo do produkcji i sprzedaży alkoholu. Nie wykluczone jednak, że konwent takiego prawa nigdy nie posiadał. Może posiadał prawo do warzenia piwa dla własnych potrzeb a z biegiem czasu samowolnie rozpoczął jego sprzedaż stawiając na swoim gruncie karczmę?
Wraz z odebraniem mieszczanom prawa propinacji, dziedzic dążył również do zaprzestania produkcji i sprzedaży piwa przez miejscowy konwent.
Z zaprezentowanego dokumentu z roku 1762 wynika, że w Piotrkowie przed Sądem Trybanalskim toczył się proces wytoczony przez Aleksandra Walewskiego o wznowienie przez konwnet trzy lata wcześniej propinacji.
Przewlekłość procesu albo niemożność uzyskania korzystnego dla siebie wyroku, skłoniła dziedzica do postawienia własnej karczmy w bezpośrednim sąsiedztwie karczmy należącej do konwentu. Sytuacja ta musiała doprowadzić do konfliktu. Konwent oskarżył dziedzica, że jego karczma została pobudowana bezprawnie na ziemi należącej do konwentu.
Co gorsza, wkrótce karczma należąca do konwentu pogorzała.
Przeor klasztoru oskarżył o jej celowe podpalenie ludzi nasłanych przez dziedzica i w ramach odwetu pozagradzał drogę prowadzącą przez pola klasztoru w stronę rzeki do wodopojów,
z których od niepamietnych czasów korzystali wieruszowscy mieszczanie. Następnie konwent zagrodził drogę publiczną prowadzącą z Wieruszowa do Bolesławca. Na skargi mieszczan, dziedzic wysłał delegację do zakonników z rządaniem odblokowania wszystkich dróg. Wobec braku reakcji ze strony zakonników wysłał więc mieszczan z zadaniem udrożnienia traktów. Doszło do bijatyki między ludźmi dziedzica a rzemieślnikami konwentu i poddanymi sprowadzonymi przez konwent ze Świby. W ruch poszły nawet miecze. Mieszczanie zostali przegnani a samego burmistrza podtopiono w rzece.
Widzimy więc, że zakonnicy i ludzie związani z konwentem nie oddawali się w życiu codziennym wyłącznie modlitewnej kontemplacji.
Po kilku dniach na drodze wiodącej do rzeki ustawiono kolejne zasieki i wzmocnione parkany.

Kres eskalacji konfliktu nastąpił dopiero za sprawą wyroku sądowego.
Jakie były rozstrzygnięcia sądu? Kto wyszedł z tego konfliktu zwycięsko? Odpowiedź na ta pytania znajduje się w książce p. Jerzego Maciejewskiego do której odsyłam czytelników usmiech.
Dla tych, którzy nie mają możliwości skorzystania z książki, odpowiedź na te pytania oraz interpretacja wyroku sądowego pojawi się wkrótce.

Interesujące, że konflikt z miejscowym zakonem nie przeszkodził dziedzicowi na hojny gest w stosunku do zrujnowanej kaplicy w Świbie. W rok po zażegnaniu konfliktu z wieruszowskim konwentem, w 1763r w szlacheckiej części wsi wzniósł od podstaw zachowany do dzisiaj kościółek pw. Świętej Katarzyny Aleksandryjskiej. Do dnia dzisiejszego przechowywane są w nim niezwykle cenne zabytki ze starej kaplicy, które podobnie jak sam kościół, mimo licznych zawieruch dziejowych, szczęśliwie przetrwały do naszych czasów.
http://www.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=1219
http://www.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=1196
http://www.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=993
Znajdują się w nim m.in. bezcenne rzeźby Matki Bożej, św. Katarzyny i św. Barbary z XVI wieku.
http://www.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=1220

W 1775r. Aleksander Walewski ufundował kaplicę św. Rocha na tzw. zawalu.
Wg niektórych źródeł fundację kaplicy przypisuje się jego synowi Michałowi, który wobec podeszłego wieku ojca, zarządzał już chyba sprawami majątku.
http://www.wieruszow.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=11967
http://www.wieruszow.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=11973
http://www.wieruszow.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=11975
http://www.wieruszow.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=11907
http://www.wieruszow.kepnosocjum.pl/photogallery.php?photo_id=11956

W kaplicy zgromadzono wiele cennych zabytków (obrazy, rzeźby, ołtarze) z dawnego kościoła parafialnego św. Bartłomieja. Do dnia dzisiejszego odbywają się w nim uroczyste odpusty.

W roku 1778 został chorążym Piotrkowskim, pełnił też funkcję miecznika krakowskiego.

Aleksander Walewski dożył sędziwego wieku, umiera bowiem w roku 1779 zostawiając trzech synów: Józefa, Michała i Daniela oraz dwie córki Salomeę Kiełczewską, chorążynę kowalską oraz Felicyę Trzebińską, starościnę choroszczowską

Józef Walewski (ur. ok. 1743), najstarszy syn Aleksandra, był cześnikiem sieradzkim, kasztelanem Łęczyckim. Ożenił się z Pauliną Radolińską h. Leszczyc, wojszczanką kaliską. Prawdopodobnie jeszcze za życia rodziców odziedziczył dobra po matce w województwie sieradzkim. Należały do niej m.in. wsie Jelno, Jankowice i Borki wraz z przyległościami. Centrum wielowioskowego klucza znajdowało się w Kalinowie k/Zduńskiej Woli, gdzie Józef Walewski wzniósł drewniany pałac w tzw. technice szachulcowej.
Zmarł w roku 1792 zostawiając córkę Ludwikę, zaślubioną Józefowi Wieruszowi Niemojewskiemu oraz dwóch synów, z których Wincenty poległ w pojedynku w 1819r.
Drugi syn - Aleksander Colonna Walewski ożenił się ze swoją kuzynką Teklą.
W czasach napoleońskich był marszałkiem powstania krakowskiego. Później związał się z carem zostając znaną osobistością w Królestwie Polskim. W 1819r. został senatorem-kasztelanem Królestwa Polskiego a w roku 1838 uzyskał tytuł hrabiowski z prawem przelania tytułu na swoich synowców (Mikołaja i Konrada). Do swojego herbu rodowego dodał carskiego dwugłowego orła. Nie posiadał potomstwa. Być może sama natura zbuntowała się przeciwko zbyt bliskim rodzinnym związkom pomiędzy kuzynostwem?
Wiecej informacji o http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Colonna-Walewski_%28senator%29

Daniel Walewski (ur. ok. 1750) najmłodszy syn Aleksandra Walewskiego to zapomniany właściciel Wieruszowa. Szkoda, bo postać bardzo ciekawa i warta przywrócenia świadomości historycznej współczesnych wieruszowian. Warto poświęcić mu kilka akapitów.
Kasper Niesiecki wypowiada się o nim niezwykle pozytywnie. Opisuje go następująco: ,,Człowiek wysokiej cnoty i znakomitych zasług, które najwięcej, jako prezydent trybunału koronnego w Rzeczpospolitej położył.''

Daniel Walewski wybrał stan duchowny i to jest być może przyczyną zapomnienia i pomijania w pracach historycznych. Nie zrobił może oszałamiającej kariery, ale kilka razy odznaczył się w dziejach naszego regionu w sposób bardzo pozytywny.
Początek kariery kościelnej związał z biskupem Kozierowskim administrującym od 1776 r. archidiecezją gnieźnieńską. Tego samego roku biskup za zgodą Stolicy Apostolskiej przybrał sobie koadiutora na kanonii gnieźnieńskiej w osobie księdza Daniela Walewskiego.
Kanonikiem Gnieźnieńskim Daniel Walewski był od 30.10.1776 do roku 1819.
Oprócz samego beneficjum w kapitule gnieźnieńskiej, biskup dzierżawił również dobra klucza Kamionka. Daniel Walewski, jako prawa ręka biskupa zarządzał dobrami kościelnymi i zajmował się sprawami gospodarczymi. Biskup był chwalony za dobre gospodarowanie i dbanie o swoich poddanych, w czym niemały udział miasiał mieć ksiądz Daniel Walewski. Po śmierci biskupa w 1789r., Daniel Walewski był następcą na części beneficjów należących do Kozierowskiego.
O zaufaniu jakim cieszył się Daniel Walewski wśród duchowieństwa świadczy również fakt, że kapituła gnieźnieńska wybrała go na stanowisko prezydenta trybunału koronnego.
Prezydent stał na czele deputatów duchownych. Sesje trybunału odbywały się w Piotrkowie a prezydent trybunału przewodniczył sądom mieszanym złożonym z osób świeckich (czyli deputatów szlacheckich) i duchownych (czyli deputatów duchownych) powołanych do rozstrzygajania spornych kwestii między szlachtą a duchowieństwem.

Stan duchowny nie wykluczył go z działów rodzinnych po śmierci ojca. W roku 1779 został zatem współwłaścicielem Wieruszowa. Wydaje się, że majątkiem zarządzał jednak starszy brat Michał.

Na uwagę zasługuje również fakt, że nazwisko księdza kanonika znajduje się na tablicy pamiątkowej w kościele św. Marii Magdaleny w Działoszynie. Okazuje się, że 26 lipca 1787 kamień węgielny pod budowę obecnej świątyni poświęcił kanonik gnieźnieński ksiądz Daniel Walewski. Fakt ten upamiętnia tablica umieszczona za głównym ołtarzem zawierająca nazwiska osób, który przysłużyły się powstaniu nowego budynku, który przetrwał do dnia dzisiejszego. Umieszczenie nazwiska księdza sugeruje, że dołożył się również finansowo do wzniesienia świątyni. Działoszyn należał wówczas do Męcińskich z którego rodu wywodziła się matka księdza i w sąsiedztwie którego gospodarował brat Daniela – Józef Walewski, który odziedziczył dobra należące do matki.
W roku 1788 ks. Daniel Walewski odsprzedał swoją część Wieruszowa bratu Michałowi, który stał się tym samym samodzielnym właścicelem dóbr wieruszowskich. Ksiądz utrzymywał jednak kontakty z ziemią rodzinną i uświetniał swoją obecnością niektóre uroczystości religijne.
Na przykład 2 stycznia 1788r. we dworze w Grębaninie leżącym w parafii Baranów wspólnie z miejscowym proboszczem udzielał ślubu szlachetnemu i wielmożnemu Józefowi Grabowskiemu, rewizorowi i stróżowi komory Rzeczypospolitej Polskiej oraz Pani Agnieszce Magnuskiej.
12 maja 1793r. uczestniczył we dworze siemianickim w uroczystości chrztu córki swojej dalszej kuzynki Kunegundy Walewskiej oraz Ignacego Szembeka. Odnotowany jest wówczas jako kanonik gnieźnieński i krakowski. Musiał zatem dobrze pracować na kanonii gnieźnieńskiej, skoro powierzono mu kolejną kanonię w Krakowie.

Uroczystości w Gębaninie i Siemianicach wyznaczają przełomowe czasy w dziejach Polski.
Ksiądz Daniel Walewski nie pozostawał na uboczu wydarzeń politycznych.
Podobnie jak brat Michał stał się orędownikiem nowych rozwiązań ustrojowych oraz udzielił poparcia Konstytucji 3 Maja. Ziemia wieluńska odznaczała się wyjątkową postawą wobec zachodzących zmian. Obóz patriotyczny był liczny i dobrze zorganizowany. Przeciwników Konstytucji uznawano za wrogów ojczyzny.
27 czerwca 1991r. szlachta przybyła na wieluński ratusz na sesję Komisji Cywilno-Wojskowej oświadczyła gotowość do zaprzysiężenia Konstytucji oraz uzgodniła składkę na budowę kościoła ,,Opatrzności Bożej''. Do odczytania roty przysięgi poproszony został ks. Daniel Walewski, kanonik gnieźnieński, który zasłużył sobie na to obywatelskim sposobem myślenia i ,,chwalebnie odbytą'' funkcją ,,prezydencji w Trybunale''. Z ratusza wszyscy udali się do kolegiaty, gdzie w obecności mieszczan, magistratu, młodzieży szkolnej oraz duchowieństwa po odprawionej mszy ks. Daniel Walewski wygłosił piękną mowę podkreślając korzyści płynące z nowej Konstytucji oraz podziękował ludności, że nie poprzestała na ,,powierzchownym poszanowaniu'' Konstytucji, ale ,,najcelniejszym religii aktem trwałości jej bronić zaręczają''. Po wystąpieniu nastąpiła przysięga, którą złożyli wszyscy zebrani przez podniesienie ręki oraz powtarzając słowa roty ,,wyrażonej Konstytucyi szczerze bronić i za nią do wylania krwi zastawiać poprzysięgli''.
Uroczystości kościelne zakończyły się odspiewaniem ,,Te Deum laudamus''. Następnie wybrana delegacja udała się do króla poinformować go o podjętych decyzjach oraz o udzielonym poparciu.

Ksiądz Daniel Walewski utrzymywał ścisłe kontakty z Hugo Kołłątajem. W korespondencji do niego, informował o poparciu Konstytucji przez ziemię wieluńską oraz o przekazaniu królowi podziękowania za wyniesienie adresata listu ,, na stopień ministrowski (…) jako męża gorliwie pracującego około dobra odrodzonej Ojczyzny.'' Zwracał również uwagę na atencję wobec adresata listu samego kasztelana wieluńskiego, który wyrażał zaufanie nowemu podkanclerzowi.

Nie ulega wątpliwości, że do faktu szybkiego zaprzysiężenia przez ziemię wieluńską i powiat ostrzeszowski nowej Konstytucji (niecałe dwa miesiące po jej uchwaleniu) oraz późniejszego jej poparcia przez większość mieszkańców w niemałym stopniu przyczynił się ks. Daniel Walewski

www.wieruszow.kepnosocjum.pl/forum/attachments/ruiny_kolegiaty.jpg
Ruiny dawnej kolegiaty wieluńskiej wzniesionej w XIII wieku (kościół p.w. św. Archanioła). Odsłonięte w latach 1988-1991, przypominają nie tylko o wydarzeniach z 1 września 1939 roku. To tutaj mieszkańcy ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego przysięgali bronić Konstytucji a piękną mowę wygłosił ks. Daniel Walewski.
Częściowo zniszczony w 1939r. kościół wyburzono całkowicie w roku 1940. Wysadzono wówczas wieżę, rozebrano mury, zasypano podziemne krypty. Ze szczególną premedytacją niszczono renesansowe nagrobki i epitafia czołowych przedstawicieli życia politycznego ziemi wieluńskiej okresu feudalnego.
Niemcy zdawali sobie sprawę z wysokiej wartości tej zabytkowej świątynii. Starali się zniszczyć naród zabijając jego pamięć i historię. Czy tego typu akty, gdzie bezpowrotnie niszczy się bezcenne zabytki można w jakikolwiek sposób oszacować finansowo?
(źródło fot: http://www.zamkilodzkie.pl/pliki/wielun_mury.htm )


Obchodząc kolejne rocznice Konstytucji 3 Maja warto wrócić pamięcią do tych lokalnych wydarzeń, które czynią temat znany głównie z lekcji historii znacznie bliższym.
Współcześni mieszkańcy Wieruszowa składając datki na ukończenie Świątyni Opatrzności Bożej realizują w pewien sposób testament i spełniają przysięgę złożoną 223 lata temu przez dawnego właściciela miasta wraz z mieszkańcami ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego.

Wraz ze sprzedażą majątku wieruszowskiego przez brata Daniela Michała Walewskiego kończą się związki księdza kanonika z Wieruszowem i ziemią wieluńską. Dalsze losy księdza są trudne do odtworzenia. Prawdopodobnie poświęcił się głównie życiu duchownemu. Zmarł w roku 1820.

Michał Walewski (ur. ok 1750), kolejny syn Aleksandra Walewskiego, w czasie konfederacji barskiej był młodzieńcem, który nie zaangażował się w prowadzone walki. Majątek z pewnością jednak ponosił koszty związane z prowadzoną wojną czy to w postaci podatków czy to nakładanych obowiązkowych dostaw. Walewscy musieli też utrzymywać kontakty z konfederatami. Żona Michała Walewskiego była przecież bratanicą Fryderyka Jakuba Psarskiego, czołowego działacza konfederackiego w naszym regionie. Wydaje się jednak, że poglądy polityczne Michała Walewskiego ukształtowane zostały przez ojca, który związany małżeństwem z rodem Męcińskich zachowywał podobnie jak oni duże umiarkowanie nie występując przeciwko królowi.
W związku z tym, że starszy brat odziedziczył dobra w sieradzkim a młodszy wybrał karierę duchowną, Michał Walewski wdrażany był przez ojca w zarządzanie majątkiem.
Po śmierci ojca w 1779 obowiązek gospodarowania spada na Michała Walewskiego, chociaż część majątku należała do brata. W roku 1788 po wykupieniu od Daniela jego części, staje się samodzielnym właścicielem Wieruszowa.
Ożenił się z Salomeą Psarską (pochodzącą z rodu Psarskich z Myślniewa, posiadającego liczne dobra w rejonie Ostrzeszowa i Wielunia).
Interesował się sprawami publicznymi. Będąc szambelanem bywał na królewskim dworze.
Królowi służył wiernie. Należy podkreślić, że po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja Michał Walewski na sejmiku szlachty wieluńskiej w dniu 17 sierpnia 1792r. był jednym z tych, którzy udzielili poparcia nowym rozwiązaniom ustrojowym. Należał więc do stronnictwa patriotycznego.
W roku 1793, po drugim rozbiorze Polski, sprzedał swoją posiadłość (nie znamy okoliczności zbycia) za kwotę 203 000 talarów polskich Prusakowi, hr. Karolowi Malzahnowi, właścicielowi Milicza. Do dóbr wieruszowskich oprócz samego miasta zaliczano: Dobrodział, Dobrygość, Zmyśloną, Nową Wieś, część Świby, Kuźnicę, Skoków i Podzamcze.
W momencie sprzedaży Wieruszowa przez ostatniego polskiego właściciela, miasto było dość dobrze uprzemysłowione. Były tutaj młyny, huty szkła, żelaza, potasu oraz młyn papierowy co raczej dobrze świadczy o gospodarności Walewskich.
Michał Walewski zmarł w roku 1801 w wieku ok. 51 lat. Zostawił córkę Teklę, wydaną za wspomnianego wcześniej stryjecznego brata Aleksandra Colonnę Walewskiego (imię Aleksander było w tym rodzie niezwykle popularne. Podobnie imię Michał. Stąd wiele nieporozumień).
Na córce Tekli kończy się linia genealogiczna Walewskich, którzy byli właścicielami Wieruszowa.

Walewscy utrzymywali kontakty z okoliczną szlachtą. Ich nazwiska przewijają się często w księgach parafialnych oraz grodzkich Baranowa, Wyszanowa, Słupi pod Kępnem, Mikorzyna, Kobylej Góry (Myślniewa). Spotykali się ze starostą ostrzeszowskim i dziedzicem Opatowa Franciszkiem Stadnickim.

Co ciekawe, milczą o nich księgi parafialne w Siemianicach.
Raz tylko, 12 maja 1793r, brat dziedzica Wieruszowa Daniel Walewski razem z Anielą Niemojowską, dziedziczką Słupi, uczestniczy w uroczystości religijnej w Siemianicach (chrzest Antoniny, córki Ignacego Szembeka i Kunegundy Walewskiej). Żona Ignacego Szembeka, Kunegunda, pochodziła z rodu Walewskich. Nie ma jednak śladów na utrzymywanie bliższych stosunków przez Ignacego Szembeka z dalszymi kuzynami swojej żony pochodzącymi z Wieruszowa. Czyżby zaszłości konfederackie (np. nakładane na Wieruszów podatki i kontrybucje) położyły się cieniem na późniejsze relacjach między obiema gałęziami rodu?
Może dopiero narodziny córeczki kuzynki zdopingowały kanonika Daniela Walewskiego do pojawienia się we dworze w Siemianicach?
Ale to tylko daleko idące dywagacje nie mające podstaw źródłowych.

Jeszcze inna gałąź Walewskich zamieszkiwała w tym samym czasie w Olszynie k/Ostrzeszowa. Linie Walewskich z Olszyny i Wieruszowa rozeszły się jednak na początku XVI wieku i w II połowie XVIII wieku obie rodziny były chyba sobie obce. Chociaż są ślady wspólnego uczestnictwa przedstawicieli obu rodów we wspólnych uroczystościach.
Do ciekawego wydarzenia towarzyskiego doszło np. dnia 24 sierpnia 1784r, kiedy to na zamku ostrzeszowskim witano nowo narodzonego syna Stefana Kolumny Walewskiego z Olszyny.
W jednym miejscu znaleźli się: Stefan Kolumna Walewski z Olszyny, Salomea z Psarskich Walewska (żona Michała Walewskiego dziedzica Wieruszowa), Kunegunda Szembekowa z Walewskich (żona Ignacego Szembeka ze Siemianic) oraz starosta ostrzeszowski, dziedzic Opatowa Franciszek Stadnicki.

Należy w tym miejscu wspomnieć, że nestor rodu Walewskich z Olszyny, Stefan Juliusz Kolumna Walewski, pisarz grodzki ostrzeszowski, znana lokalna osobistość w tamtych czasach, stanie się niestety w przyszłości jednym z czołowych działaczy konfederacji targowickiej. Został marszałkiem konfederacji targowickiej ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego oraz konsyliarzem konfederacji generalnej.

Jak zatem należy oceniać Walewskich, dziedziców Wieruszowa?
Czy faktycznie stanowią niechlubną kartę w historii Wieruszowa?
Czy opinia Leona Koczego, powtarzana bezrefleksyjnie w kolejnych opracowaniach dotyczących historii miasta jest zasadna? Czy to oni są odpowiedzialni za doprowadzenie miasta do stagnacji i zacofania pod koniec XVIII w. ?

Wydaje się, że jednoznacznie negatywna ocena jest niesprawiedliwa.
Analizując problemy z jakim borykało się miasto w okresie kiedy było własnością Walewskich, trzeba stwierdzić, że nie były one niczym nadzwyczajnym w porównaniu do problemów jakie występowały w innych miastach Rzeczpospolitej w drugiej połowie XVIII wieku. Jeszcze większe konflikty miały miejsce w Kępnie. Podobne konflikty występowały w Ostrzeszowie.
Trzeba pamiętać, że druga połowa XVIIIw. to okres ogólnego rozkładu państwowości oraz życia gospodarczego.Nasilenie sporów w mieście miało miejsce w okresie bezkrólewia, kiedy po Rzeczpospolitej zaczęły uganiać się obce wojska wymuszające kontrybucje i dostawy, za które nie były skłonne płacić. Rzeczpospolita stała się istną karczmą zajezdną dla ościennych armii, które rujnowały nasz kraj (szczególnie w strefach przygranicznych).

Na podstawie zachowanego dokumentu z roku 1762 dowiadujemy się na przykład, że na rozkaz dowództwa wojsk rosyjskich stacjonujących we Wielkopolsce, majątek wieruszowski (wraz z Mirkowem, Świbą, Chobaninem i Kuźnicą) został zobowiązany dostarczyć rosyjskiemu wojsku 15 ćwiertni mąki i 1,5 ćwiertni kaszy. Z pewnością nie był jednorazowy wymóg. Sytuacje takie musiały mieć wpływ na postawę właścicela miasta, który starał się zrekompensować ponoszone straty kosztem mieszczan i klaszoru.

Był to również czas, kiedy daje się zauważyć początek końca stosunków pańszczyźnianych.
To co Leon Koczy uważa za gnębienie mieszczan (czyli zastąpienie dotychczasowych powinności w naturze ekwiwalentem pieniężnym) ocenia się często jako przejaw nowego myślenia i nowoczesności. Oczywiście diabeł tkwił w szczegółach. Kością niezgody było nie tyle zastąpienie świadczeń w naturze przez gotówkę co raczej przedstawione przez właściciela wyliczenie wysokości owego ekwiwalentu. Mieszczanie czuli się pokrzywdzeni wysokością kwoty, która zastąpiła dotychczasowe powinności. Trzeba jednak podkreślić, że sam akt zamiany był zgodny z duchem czasów i świadczył o nadejściu nowej epoki w której stosunki pańszczyźniane zastępowane były zasadami kapitalistycznymi.

Prawdziwą kością niezgody było odebranie mieszczanom prawa propinacji.
Kwestia ta była punktem zapalnym w większości miast prywatanych. Geneza problemu tkwiła w starych przywilejach, jakie pierwsi właścicele miast przyznawali rzemieślnikom chcąc ich przyciągnąć i osiedlić w swoim mieście. Prawo propinacji udzielane mieszczanom stanowiło element zachęty do osiedlania się. Jednak z biegiem czasu, kolejni właściciele (szczególnie ci z kłopotami finasowymi) chcąc podreperować własne dochody starali się ograniczać mieszczanom to prawo. Oczywiście z tytułu posiadania prawa do propinacji mieszczanie zobowiązani byli uiszczać właścielowi miasta stosowne opłaty. Wysokość opłat określona w pierwotnych przywilejach nie zawsze przystawała do aktualnych realiów. Nie trzeba oczywiście dodawać, że produkowany przez mieszczan alkohol stanowił konkurencję dla produkcji dworskiej. W mieście konkurowały więc ze sobą karczmy prowadzone przez mieszczan oraz przez dwór.
Jeśli dodamy do tego, że w Wieruszowie propinacją zaczął zajmował się również konwent, to można być pewnym, że wobec dużej konkurencji, zyski dziedzica z tego interesu musiały spadać.
Właściciele wielu miast starali się podnosić mieszczanom opłaty za przywilej propinacji. Mieszczanie z kolei starali się tych opłat unikać. Często nie odprowadzali nawet tych podatków do których byli zobowiązani prawem. Z tego tytułu dochodziło do licznych zatargów.
W ekstremalnych sytuacjach, właściciele miast prywatnych całkowicie cofali mieszczanom przywilej propinacji, co było najczęściej sprzeczne z zapisami lokacyjnymi miasta.
Cofnięcie przywileju stanowiło oczywiście potężny cios w źródło dochodów mieszczan.

Kroki podejmowane przez Walewskich należy rozpatrywać w szerszej perspektywie. Czas ich rządów w mieście pokrywa się z okresem narastającego haosu w całej Rzeczpospolitej. To co obserwowaliśmy we Wieruszowie miało miejsce w całym kraju. Walewscy na tym tle nie wyróżniali się jakoś szczególnie mocno.

Walewscy, dziedzice Wieruszowa, na pewno nie zaliczają się do czołowej awangardy ówczesnych czasów, ale nie możemy też ich oceniać na równi z tymi, którzy np. wystąpili przeciwko nowej Konstytucji, chcąc za wszelką cenę zachować swe przywileje. W przełomowym momencie nie zdradzili interesów Państwa jak uczynili to np. Walewscy z Olszyny.
Byli przedstawicielem typowej prowincjonalnej szlachty, która w miarę swoich umiejętności i możliwości starała się rozwijać swoje dziedzictwo nie szczędząc pieniędzy na odbudowę zrujnowanych lokalnych kościołów. Starali się rozwijać przemysł.

Na ich przykładzie zaobserwować można proces ubożenia szlachty. Z właścicieli ogromnego majątku na Ukrainie, po dwóch pokoleniach stali się przedstawicielem średnio zamożnej szlachty. Wynikało to po części z nieuczciwości krewnych, po części z kolejnych działów rodzinnych, po części zaś z pogarszającej się koniunktury gospodarczej w II połowie XVIIIw. Zaliczali się do szlachty, która starała się w tych ciężkich czasach utrzymać na powierzchni i zachować swój status majątkowy. Stąd m.in. ożenki blisko spokrewnionego ze sobą kuzynostwa. Podejmowane drastyczne kroki wobec poddanych były pochodną pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Tak postępowała większość braci szlacheckiej. Niestety, takie to były czasy w życiu naszego państwa.

Przechadzając się we Wieruszowie po pozostałościach fundamentów, gdzie niegdyś stał zamek Walewskich miejmy świadomość, że miejsce to tętniło kiedyś życiem. Rozstrzygały się tutaj najważniejsze sprawy związane z miastem. Odwiedzając zaś kościółek za zawalu czy w Świbie pamiętajmy, że budowle te zawdzięczamy właśnie Walewskim. Wobec licznych klęsk żywiołowych oraz tragicznej historii naszych okolic, przetrwanie tych zabytków do czasów współczesnych należy traktować niemal jak cud. Będąc w Działoszynie warto odwiedzić kościół św. Marii Magaleny z zachowaną tablicą z nazwiskiem ks. Daniela Walewskiego.
Niestety nie możemy odwiedzić kolegiaty we Wieluniu, w której przemawiał do zebranych
ks. Daniel Walewski podkreślając doniosłość Konstytucji 3 Maja.
Po zbombardowanym 1 września 1939 r. przez Niemców kościele pozostały tylko ruiny. Dobrze, że je odrestaurowano bo z miejscem tym wiąże się wiele ważnych historycznych wydarzeń dotyczących naszego regionu.

Może niniejsze opracowanie dotyczące Walewskich pozwoli współczesnym mieszkańcom Wieruszowa spojrzeć na nich nieco przychylniejszym okiem, niż miało to miejsce dotychczas?
Praca ta nie wyczerpuje tematu dawnych właścicieli Wieruszowa.
Może uda się dotrzeć do kolejnych śladów i dokumentów pozwalających lepiej ich poznać?
Przecież 50-letnie rządy Walewskich w mieście pokrywają się z ostatnim półwieczem istnienia Rzeczpospolitej i stanowią doskonały przykład postępującego rozkładu życia politycznego gospodarczego i społecznego naszego kraju.

Do tematu Walewskich wrócimy jeszcze analizując kto wyszedł obronną ręką z procesu sądowego w roku 1763. Zamieścimy również fragment drzewa genealogicznego przodków i potomków Walewskich. Będzie można przeanalizować powiązania rodzinne z miejscową szlachtą oraz związki małżeńskie wewnątrz rodu Walewskich.

Konieczna jest jednak w tym zakresie ingerencja Mustafy, który już pracuje nad tematem starając się pokonać problemy natury technicznej.

Pozdrowienia z Kępna

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 21-02-2014 22:29
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
W najbliższym czasie:

Brak wydarzeń.

Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Losy wojenne Wiktora...
· Książka z wieruszows...
· Józef Sobczyński ps....
· Wojenna historia [Ar...
· Historia rozstrzelan...
· Kapitan pilot ''Doub...
· Jak lubczyńska gorze...
· Wyzwolenie (Artykuł)

Losowe tematy
· Inwentarz z 1767 roku
· Bolesławiec - perła...
· PCK
· Kirkut w Bolesławcu
· Ciekawe materiały w...
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Marzec
budowa żelaznego mostu
Liczba ocen: 2
Punktów: 10
Archiwum
2,591,017 unikalne wizyty