Zobacz temat
 Drukuj temat
Żydzi w Bolesławcu
Mustava
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 22-05-2012 09:14
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

Pierwsi Żydzi zaczęli osiedlać się w Bolesławcu w połowie XVII wieku. W okresie międzywojennym, w 1921 r. w mieście żyło 650 Żydów. W 1939 r. odnotowano 504 Żydów, zaś rok później 474.

Podczas II wojny światowej, we wrześniu 1939 r. Bolesławiec został zajęty przez wojska niemieckie. Z końcem sierpnia 1941 r. wszystkich Żydów deportowano do gett w Generalnym Gubernatorstwie. Po wojnie do miasteczka powróciło 8 Żydów, którzy przetrwali Zagładę. Zostali jednak zamordowani przez nieustalonych sprawców


Tekst pochodzi ze strony http://www.sztetl...,historia/

Edytowane przez Mustava dnia 20-04-2015 09:22
 
Mustava
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 22-05-2012 09:30
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

Cmentarz żydowski w Bolesławcu został założony w XIX w. na terenie obecnej Kolonii Bolesławiec Chróścin. Położony jest ok. 1 km na południe od Bolesławca (w kierunku na Byczynę) po prawej stronie drogi, w pobliżu skarpy doliny rzeki Prosny, w lesie za zakładami drzewnymi. Podczas II wojny światowej cmentarz został zdewastowany przez Niemców.

Na powierzchni 0,6 hektara zachowało się około 10 powalonych nagrobków. Najstarszy z nich pochodzi z 1883 r. Cmentarz jest zdewastowany, nieuporządkowany i systematycznie zaśmiecany, nie posiada ogrodzenia.

Lokalizacja cmentarza na mapie - Link
Lokalizacja cmentarza na mapie Google MapsLink
Lokalizacja cmentarza na mapie Geoportalu Link

Tekst pochodzi ze strony http://www.sztetl...oleslawcu/
 
Mustava
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 22-05-2012 09:32
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

* Na podstawie: M. i F. Rojkowie, Ocalić od zapomnienia. Szkice z dziejów Bolesławca nad Prosną, Kraków 2007 r., s. 98-101.

15 lutego 1945 r. na wezwanie powstałych po wojnie władz samorządowych zorganizowano szkołę powszechną w Bolesławcu, która została została zamknięta przez władze okupacyjne. Maria Rojek podjęła w niej prace wraz z Franciszką Kijawską i Jadwigą Gazińską. Przed wojną Rojek była uczennicą tej szkoły, do której uczęszczało kilka Żydówek – jej koleżanek. Po wojnie w szkole nie uczyło się żadne żydowskie dziecko. W 1942 r. Niemcy wywieźli bolesławskich Żydów, zdolni do pracy trafili do Auschwitz. Z tej grupy wróciło do miasta kilka osób. O Żydach wywiezionych do innych obozów żadne wieści do Bolesławca nie dotarły.

Przyjaciółki z czasów szkolnych – Żydówki przyszły odwiedzić Rojek. Były to Jenta Krzepicka i Fajga Lisówna (o przydomku Czapnikówna). Opowiadały o swoich przejściach obozowych, których nie łatwo było jej słuchać. Poczucie współczucia nie wystarczało. Maria cieszyła się z powrotu swoich koleżanek, które oznajmiły, że planują wyjazd do Palestyny. Maria wspomina, że spotkanie było bardzo miło, ale naznaczone koszmarami doznań wojennych, których wszystkie doznały. Późnym wieczorem koleżanki wróciły do swojego tymczasowego mieszkania, znajdującego się po drugiej stronie tej samej ulicy, naprzeciwko domu Rojek.


29 listopada Rojek spotkała się z Jentą Krzepicką. Atmosfera była napięta, kobieta była bardzo niespokojna. Żydówka nieco później spotkała się z siostrą Marii – Stefanią Kaniową i jej mężem Antonim Kanią. Jenta wchodzą nie zamknęła drzwi, więc Rojek usłyszała całą rozmowę. Kobieta prosiła o pożyczkę, jednocześnie dając znaki, aby Kaniowie odmówili. Wtedy Polacy zauważyli, że stał za nią jakiś mężczyzna, było ciemno, nie wiedzieli kim był. Nie otrzymawszy pieniędzy Jenta odeszła. Rano dowiedzieli się, że Krzepicka została zabita, wraz z nią zginęli jej współlokatorzy: Szaja Kohn, Mendel Kohn, Jankiel Kohn, Izka Krzepicka, Rozalia Bułka. Autorka nie jest pewna, czy to wszystkie osoby, które wówczas straciły życie.

Wydarzenie to wstrząsnęło Marią i jej bliskimi. Zabroniono dochodzenia w tej sprawie, nie wiadomo gdzie pochowano zwłoki. Ludzie plotkowali. Najwięcej miał do powiedzenia Józef Słowiński – świadek tragedii, choć nie bezpośredni, ponieważ całe zajście widział z daleka. Ulica była niezabudowana, wokół było ciemno, pokój był oświetlony, więc dobrze było widać, co działo się w środku. W mieszkaniu grupa uzbrojonych mężczyzn uganiała się za Żydami i Żydówkami, którzy próbowali chować się na sprzętami i meblami. Nic to jednak nie pomogło, napastnicy zastrzelili wszystkich. Nikt nie widział, co zrobili z ciałami. Nie wiadomo tego do tej pory.

W pokoju Rojek, po drugiej stronie ulicy, pozostał ślad – na gzymsie łóżka, w którym spała, na wysokości jej głowy leżał wystrzelony pocisk, a szybie okiennej znajdował się okrągły otwór po kuli.

Nieco później Bolesławiec stał się świadkiem kolejnej tragedii. Przybita zabójstwem koleżanek Maria normalnie chodziła do pracy. Po lekcjach przygotowywała przedstawienie z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Jeden dzień zapamiętała doskonale. Wracała z dziećmi występującymi w jasełkach ze szkoły w Podbolesławcu. Towarzyszyli im dla bezpieczeństwa dwaj nauczyciele: Edward Kołodziej i Florian Rojek. Na Rynku opuścili ich i wrócili do Podbolesławca, gdzie mieszkali. Maria i dzieci rozeszli się do swoich domów. Mama przywitała ją bardzo zdenerwowana. Zaniepokojeni rodzice uczniów pytali się co się dzieje z ich dziećmi, ponieważ Bolesławiec opanowali jacyś mężczyźni w mundurach. Maria wyszła zorientować się, co się dzieje z jej podopiecznymi. Na ulicy zatrzymali ją dwaj mężczyźni i oświadczyli, że musi udać się do ich „dowództwa”, które mieściło się na rogu ulic Wieruszowskiej i Piłsudskiego oraz Małego Rynku. Tam stała grupa poszukiwanych przez nią dzieci. „Dowódcę” interesowało, skąd Rojek wiedziała, że są oni w Bolesławcu. W rozmowie sugerował, że są akowcami. Polecił by pod eskortą wróciła do domu. Odmówiła, ponieważ nie chciała zostawić podopiecznych. Odprowadzono ją siłą, a dzieci – jak się później okazało – wkrótce zwolniono.


Po jakimś czasie, kiedy Maria była już w domu, usłyszała strzały. Rano dowiedziała się, że ostrzelany został samochód ciężarowy, jadący od strony Wielunia. Zginęło kilka osób. Sprawcami byli mężczyźni, którzy czuwali na rogu ulic, rzekomo oczekując przybycia ubowców z Wielunia, którzy mieli zrobić czystkę w Bolesławcu. Przebieg wydarzeń wyglądał następująco: jakiś samochód zbliżał się do miasta, dano mu znak, aby się zatrzymał. Kierowca – Żyd, właściciel tego pojazdu – Mejer Markowicz, nie posłuchał polecenia. Wówczas ostrzelano auto. Zginęli: kierowca, wójt gminy Szymon Figiel, Aleksander Turawski, Moryc Russek. Pasażerowie Obersztyn i Kazimierz Kopydłowski zdołali uciec, Obersztyn był ranny.

Zwłoki złożono w remizie Straży Pożarnej. Ludzie widzieli ich zwłoki leżące na cementowej posadzce. Wśród nich był także mąż autorki. Zajście to również owiane było tajemnicą. Bezpieczniej było nie wspominać o nim i nie dochodzić prawdy, nie interesować się pochówkiem. Do dziś nic nie wiadomo na temat tamtych wydarzeń.
Różnie interpretowano to zdarzenie. Część mieszkańców Bolesławca do tej pory uważa, że pasażerowie – Polacy i Żydzi, byli przypadkowymi ofiarami, a zasadzka nie była przygotowana na ten pojazd i gdyby kierowca zatrzymał samochód, nikt by nie zginął. Uważali, że nie było wtedy żadnej akcji przeciw Żydom, jak głosili niektórzy. Dowodem była obecność w pojeździe Polaków (Figiel, Kopydłowski, Obersztyn, Turawski).

Rojek zaznacza, że wszystkie podawane przez nią informacje nie mogą być przyjęte jako zupełnie wiarygodne. Jednak pewna jest, że obydwa wydarzenia nie miały z sobą nic wspólnego i rozegrały się w innym czasie. Uważa, że mężczyźni, którzy zamordowali Żydów 29 listopada 1945 r., byli zwykłymi bandytami – rabusiami. Jeden z nich zastrzelił później w Praszce Żydówkę w ciąży, która nie chciała dać mu okupu. Mówiono, że Jenta Krzepicka nosiła pas z zaszytymi kosztownościami i napastnicy o tym się dowiedzieli. Natomiast ludzie, którzy ostrzelali samochód, nie mieli na celu rabunku.

Tomasz Leszczewski, wykładowca na Uniwersytecie Stefana Wyszyńskiego podaje, że wszystkie 12 osób zginęło 29 listopada. Autorka natomiast była świadkiem tamtych wydarzeń i pamięta, że nie doszło do nich jednego dnia. Zaznacza jednak, że opiera się na własnych wspomnieniach i logicznym rozumowaniu. Podkreśla także, że zarówno Leszczewski jaki i prof. Tadeusz Poklewski podają, że w ostrzelanym samochodzie zginęło tylko dwóch Polaków.


Teksty pochodzą ze stron http://www.sztetl...=viewtable i http://www.sztetl...ble&page=1
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
W najbliższym czasie:

Brak wydarzeń.

Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· PROSNA: rys geografi...
· Losy wojenne Wiktora...
· Książka z wieruszows...
· Józef Sobczyński ps....
· Wojenna historia [Ar...
· Historia rozstrzelan...
· Kapitan pilot ''Doub...
· Jak lubczyńska gorze...

Losowe tematy
· Żołnierz września i...
· Historia rozstrzela...
· Inwentarz z 1767 roku
· Lututów - historia ...
· Wydarzenia historyczne
Najwyżej oceniane zdjęcie
Brak głosów w tym miesiącu
2,680,651 unikalne wizyty